
„Jako naukowcy jesteśmy doceniani na Zachodzie. Jesteśmy zapraszani na różne stypendia zagraniczne, staże, zwłaszcza po doktoracie, jeśli ktoś zna dobrze język, to są duże szanse na wyjazd";
"W Belgii stawia się na dużą samodzielność zarówno doktorantów, jak i innych pracowników naukowych, stąd też musiałam zmierzyć się z różnymi małymi problemami, które wtedy wydawały się duże”;
"Praca w laboratorium była wyczerpująca. Wbrew przypuszczeniom, pracuje się tam bardzo intensywnie, jednak ludzie są mocno zaangażowani w naukę i nie odbierają negatywnie tego, że muszą siedzieć po 10–12 godzin w laboratorium, a czasami nawet w weekendy";
"Wszystko było ustalone z góry, kto za co odpowiada, gdzie się do kogo mogę zwrócić, ile mam pieniędzy na wydatki naukowe, gdzie mogę wymieniać fartuch, jakich programów mogę używać do obróbki danych itd. To wszystko było jasno określone. Dodatkowo, dzięki dobrym relacjom z moim bezpośrednim przełożonym, otrzymałam możliwość nieograniczonego dostępu do laboratoriów, także w dni wolne od pracy. To jest bardzo pozytywne, że jest duże zaufanie do właściwie obcych ludzi przyjeżdżających na pobyty naukowe, każdy ma dostęp do całej aparatury. W Polsce jest niestety inaczej, często korzystanie z niektórych urządzeń jest wręcz niemożliwe. Jeśli chodzi o samą uczelnię, to bez problemów można korzystać z całej infrastruktury uniwersyteckiej, tj. biblioteki, centrum komputerowego czy obiektów sportowych za bardzo symboliczną cenę";
O własnych wrażeniach, spostrzeżeniach i doświadczeniach, związanych z pobytem w zagranicznych instytutach naukowych opowiadała dr Justyna Cybulska, pracownik naukowy Instytutu Agrofizyki PAN w Lublinie.
Czytaj:
"Jeśli się już na coś decydujesz, to mierz wysoko" - wywiad z dr Justyną Cybulską
Komentarze